Przeszła Ta noc, w której Bóg zapłakał po raz siódmy.

 

Ciemna była i straszna.
Taka noc, w której drzewa trzeszczą,
domy się chwieją, a szklane kielich same pękają.
Bóg zapłakał, bo zrozumiał,
że się pomylił.
Bóg zapłakał, bo zrozumiał,
że musi chronić swe dzieci przed sobą nawzajem.
Bóg zapłakał, bo zrozumiał,
czym jest dobro i czym jest zło.
Chciał dobra, a uczynił zło.
Był potężny, a stał się słaby.
Był wieczny, a musiał mierzyć się z czasem.
Był radosny, a czuł się szalony.
Bóg się pomylił.
Nie rozumiał tego, co stworzył.

 

Postanowił więc ratować to co Jest
i to, co może jeszcze Być.
Postanowił przyjrzeć się światu z bliska.
Każdej jego części.
Aby ją zrozumieć, znaleźć ziarno pomyłki,
zniszczyć je i rozpocząć wszystko od początku.
Zebrał więc całą moc jaka w nim pozostała.
Wydobył się z niego krzyk,
bez słowa ani melodii,
pierwotny grom,
głośny niczym milion burz.

 

I pękła struktura świata,
aż do samego dna i poniżej jego,
aż do fundamentów i początku,
do źródła i podstawy,
przez rdzeń do korzeni.
Wszystko co żywe obudziło się.
Obudziło się przerażone owym dźwiękiem,
by chwilę potem paść bez przytomności.
Jedynie żywioły odebrały ów krzyk jako wezwanie
i stawiły się przed obliczem Boga świadome.
Pomogły mu dokończyć dzieła.

 

Kiedy dzieci Boga, i dzieci jego dzieci spały,
żywioły utkały osiem światów.
A potem, niczym ziarna od plew,
oddzielały istotę od istoty,
przyjaciela od przyjaciela,
sąsiada od sąsiada,
wroga od wroga.
Na skrzydłach wiatru unosiły ich tam,
gdzie miały być ich nowe domy.

 

A kiedy skończyły,
żywioły zrozumiały,
że krzyk Boga gaśnie,
że echo milknie.
Za chwilę znikną ścieżki,
którymi się poruszały.
W pośpiechu dokończyły dzieła i umknęły.
Umknęły do świata,który stworzyły dla siebie.

 

Kiedy noc się skończyła,
na nowe nieba wzeszły nowe słońca,
dzieci Boga mieszkały wśród lasów i zwierząt, wśród swoich.
Nie było innych i nie było Boga.

 

Żywiołaki cieszyły się swoim nowym światem.

 

Aionowie śpiewali swe pieśni,
zaniepokojeni nieobecnością Boga.
Czekali.

 

Elfy tworzyły swoje melodie.
Tęskniły za widokiem gwiazd.
Wypatrywali ich wytrwale,
ale gwiazd już nie było.

 

Ludzie o wszystkim zapomnieli.
A potem zaczęli tworzyć wszystko od początku.

 

Golemy były smutne i nieszczęśliwe.
Usiłowały znaleźć sens i starały się pamiętać ludzi.
Martwiły się niepotrzebnie, że to ich wina.
Czuły się niepotrzebne, porzucone i samotne.

 

Demiurgowie czekali.
Zrozumieli rzeczy, których nie rozumiał Bóg.
Wiedzieli, że wróci i przygotowywali się na ten dzień.

 

Cienie zanurzyły się w sobie,
żyły, a z czasem coraz bardziej trwały.
To, co kiedyś było rozkoszą, stało się nudą.
Wszystko było wieczne, nijakie i puste.

 

Wampiry upadły i powstały,
potężniejsze niż kiedykolwiek,
same sięgnęły do gwiazd.
Zapomniały o Bogu i oddawali cześć żywiołom.
Wydawało im się bowiem,
że to oni są stwórcami świata.

 

A Bóg zniknął,
i myślał,
i patrzył,
aż wszystko zrozumiał
i zadecydował.


+